Tak
w drodze
Lokomotywy czarny łeb
niczym straszliwy pysk stonogi
unosi mnie w bezludną czerń
nieodgadniony cel mej drogi
światła migają spoza szyb
i most się pręży ponad rzeką
pary z komina śnieżny grzyb
w ciemność się wbija białą ręką
Wagonu łódź kolebie się
na czarnych torach jak na fali
i pociąg mknie w wilgotną czerń
stacja za stacją niknie w dali
w biegu go nie powstrzyma nic
prócz semafora białej dłoni
para jak setka końskich grzyw
przez step pędzących w Arizonie
Niebo pęcznieje światłem dnia
jakby ktoś na nie rozlał mleko
świt do przedziału nam się wkradł
do stacji Jutro niedaleko
popatrz siostrzyczko to ten dzień
czy dym z komina tak się bieli
może to tylko dziwny sen
żeśmy tak nagle zanieleli
Lokomotywy czarny łeb
niczym straszliwy pysk stonogi
nosi mnie w bezludną biel
nieodgadniony cel mej drogi
tak to był sen wiem już na pewno
przed nami jeszcze drogi szmat
może się jeszcze uda zdrzemnąć
może się lepszy przyśni świat